W idealnym scenariuszu każdy odpad, który segregujemy w domu, trafia do recyklingu i wraca do obiegu. Skrupulatnie rozdzielamy więc odpady do kolorowych pojemników, po cichu licząc na to, że większość surowców uda się odzyskać. Okazuje się jednak, że nasze myślenie o segregacji bywa czasem zbyt optymistyczne — często wrzucamy odpady tam, gdzie naszym zdaniem „będzie lepiej”, nawet jeśli nie mamy pewności co do tego, czy faktycznie zostaną przetworzone, a nie skończą jako śmieci. Segregacja jest początkiem, a nie końcem drogi. Co możemy zrobić, by nasze codzienne wysiłki miały sens?
Czyste intencje
Segregacja odpadów jest dla Polek i Polaków ważna — z danych przedstawionych w najnowszym raporcie EKOBarometr wynika, że w praktyce robi to aż 84% naszego społeczeństwa. Okazuje się jednak, że ten dobry wynik ma drobną „skazę”, ponieważ aż 35% segregujących osób nie ma pewności co do tego, czy robi to we właściwy sposób. Tam, gdzie rodzą się wątpliwości, pojawia się wishcycling (recykling życzeniowy). Pojęcie to, będące połączeniem słów wishful thinking oraz recycling, oznacza, że mimo wrzucania odpadów do pojemników na segregację, nie mamy wcale pewności, że zostaną one przetworzone, nawet jeśli teoretycznie nadają się do recyklingu. Jak się okazuje, skala problemu jest spora, ponieważ według przytoczonego wcześniej raportu EKOBarometr aż 38% respondentów jest przekonanych, że lepiej wrzucić odpad do pojemnika na segregację, nawet jeśli nie mają pewności, czy rzeczywiście powinien on tam trafić.
Niewinne początki
Z czego wynika to zjawisko? Źródeł jest kilka. Pierwszym z nich jest brak jednoznacznych wytycznych dotyczących segregacji — bo choć od 2017 roku w całej Polsce obowiązuje jednolicie działający Wspólny System Segregacji Odpadów (który od 2022 roku jest systemem 5-pojemnikowym), to szczegółowe zasady obowiązujące w poszczególnych gminach mogą się od siebie różnić. Każdy samorząd, uchwałą własną, opisuje w regulaminie zasady segregacji odpadów.
Kolejnym źródłem jest rosnąca presja społeczna na bycie ekologicznym — i choć samo dbanie o planetę nie jest niczym złym, to niestety obawy związane z nieprawidłowym sortowaniem odpadów są potęgowane brakiem jasnych oznaczeń na opakowaniach ze strony producentów. Sprzeczne komunikaty, płynące z każdej strony, skutkują dezorientacją i błędami w segregacji — w większości niezawinionymi przez konsumentów.
Wisienką na wishcyklingowym torcie jest optymistyczne przekonanie, że technologia recyklingu jest dużo bardziej zaawansowana, niż to faktycznie ma miejsce. Według raportu EKOBarometr aż 27% ankietowanych sądzi, że odpady w sortowniach są kontrolowane, a ewentualne błędy w segregacji — korygowane. Niestety, to najlepszy przykład myślenia życzeniowego, które nie zawsze ma przełożenie w rzeczywistości.
Większa tolerancja bioodpadów
I choć faktem jest, że w przypadku zdecydowanej większości segregowanych frakcji czystość surowców jest kluczowa dla efektywności recyklingu, to zupełnie inaczej sprawy mają się w przypadku bioodpadów kuchennych trafiających do brązowego pojemnika. Tu — jak się okazuje — niedoskonała segregacja nie musi być dużym problemem.
— Akurat w przypadku bioodpadów trudno mówić o wishcyklingu, bo z większością zanieczyszczeń jesteśmy w stanie sobie poradzić — tłumaczy Michał Paca, prezes spółki Bioodpady.pl, odpowiedzialnej za przetwarzanie bioodpadów kuchennych m.in. z Warszawy i okolicznych gmin. — Najistotniejsze jest to, żeby odpady kuchenne trafiały do brązowego pojemnika. Oczywiście docelowo nie chcielibyśmy widzieć ich np. w plastikowych workach, ale jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić — jeśli dla wygody trafiają do nas w foliowych torebkach, to z perspektywy naszej instalacji nie jest to problem. Dysponujemy technologią, która skutecznie oddziela to, co niepotrzebne, maksymalnie odzyskuje surowce najwyższej jakości i daje drugie życie odpadom kuchennym w postaci naturalnego nawozu, zielonej energii czy biogazu — dodaje Michał Paca.
Niestety, miasta takie jak Warszawa, Kraków czy Rzeszów, a także mniejsze mazowieckie gminy — takie jak Legionowo, Leszczówka czy Łomianki — wciąż stanowią raczej chlubne wyjątki. Większość gmin nie dysponuje odpowiednio dobraną technologią. Instalacje obsługujące polskie gminy najczęściej nie radzą sobie skutecznie z wydzielaniem zanieczyszczeń, ponieważ funkcjonują w systemie tzw. suchej fermentacji, który stawia bardzo wysokie wymagania co do czystości zebranych odpadów. W konsekwencji materia organiczna uzyskiwana tą metodą, choć trafia z powrotem na pola, potrafi zawierać spore ilości nierozłożonego plastiku, co w dłuższej perspektywie może stworzyć poważny problem ekologiczny. Wspomniane miasta udowadniają jednak, że warto stawiać na alternatywne metody, dzięki którym mieszkańcy mogą liczyć na pełnowartościowy, naturalny i bezpieczny nawóz, bez obaw o skuteczność całego procesu.
Czy warto było się starać?
W kontekście segregacji i zjawiska wishcyklingu warto mieć świadomość, że sam fakt wyrzucenia odpadu do właściwego kosza nie oznacza jeszcze, że automatycznie zadziała recykling, surowce zostaną w pełni przetworzone, a bilans środowiskowy będzie neutralny. Zdecydowanie nie — bo najczęściej kosztem środowiska są odpady wyrzucone „na dziko” lub takie, które w sortowniach nie zostają prawidłowo wydzielone i trafiają do utylizacji zamiast do recyklingu.
Powyższe wnioski oraz wspomniane już wcześniej czynniki sprzyjające wishcyklingowi mogą rodzić poważne wątpliwości co do sensu segregowania w ogóle. Warto jednak przełożyć je na refleksję o tym, co możemy zrobić, by nasze proekologiczne działania miały sens. Nie trzeba być ekspertem od recyklingu, by dostrzec, że największy i najłatwiejszy wpływ mamy na to, jakie ilości odpadów generujemy w naszych domach każdego dnia. Przykładowo: wodę z plastikowych butelek łatwo zastąpić dzbankiem lub butelką filtrującą. Przed kupnem ubrań, kosmetyków czy sprzętów AGD dobrze jest zastanowić się, czy naprawdę tego potrzebujemy. Warto również zawsze nosić przy sobie materiałową torbę na zakupy, a warzywa i owoce pakować w wielorazowe siatki.
Segregujmy tak, jak potrafimy najlepiej, sprawdzajmy lokalne wytyczne, ale przede wszystkim myślmy o tym, by odpadów było po prostu mniej. Każde jabłko niezapakowane w plastikowy woreczek, każda kawa w wielorazowym kubku, każde opakowanie, którego udało się uniknąć — to krok w stronę czystszej przyszłości.
Bo najlepszy jest ten odpad, który nigdy nie powstał.