Zwiędnięte marchewki, sczerniały banan, jabłko pokryte pleśnią. Miały wylądować na talerzu, ale finalnie trafiły do kosza na śmieci. Niestety w większości przypadków do pojemnika na odpady zmieszane, a nie do odpadów bio, co sprawia, że żywność marnuje się podwójnie. Jak to możliwe? Została wyprodukowana, kupiona, przechowywana i wyrzucona do pojemnika, który nie wykorzysta jej potencjału. Tymczasem marnowanie jedzenia zaczyna się w wielu miejscach — przy sklepowej półce, w lodówce, w koszu na śmieci. Jak temu zaradzić?
Stać nas na to?
Według raportu „Nie marnuj jedzenia 2024” przygotowanego przez Banki Żywności, aż 45% Polek i Polaków przyznaje się do marnowania żywności w swoich domach. Wyrzucanie jedzenia jest sporym problemem, ponieważ — według szacunków — w polskich gospodarstwach domowych do kosza trafia prawie 3 miliony ton żywności rocznie. Co ważne, koszty zmarnowanej żywności niosą za sobą także duży koszt środowiskowy, bo produkcja pożywienia wykorzystuje ograniczone zasoby — glebę, energię i wodę, a blisko 10% całkowitej emisji gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery przez człowieka ma swoje źródło w marnotrawstwie jedzenia.
Tymczasem — co stanowi przykry paradoks — aż 733 miliony ludzi na świecie cierpi z powodu głodu. Dlatego jedzenie powinniśmy traktować jako niezwykle cenny zasób, który warto wykorzystywać w pełni. Istotna jest tutaj zarówno odpowiedzialna produkcja i konsumpcja żywności, jak i właściwa gospodarka odpadami, która — nawet w swej najprostszej formie — może przynieść wiele dobrego.
Tyle, ile potrzeba
Na czele niechlubnego podium najczęściej wyrzucanych przez Polki i Polaków produktów (jak wspomniano już w raporcie Banków Żywności „Nie marnuj jedzenia 2024”) znalazły się chleb, wędliny, warzywa i owoce. Produkty łatwo psujące się, które wymagają odpowiedniego przechowywania i szybkiego zjedzenia. Najprostszy sposób na ograniczenie marnowania? Kupować tylko tyle, ile naprawdę zjemy. Pomocny może okazać się jadłospis skomponowany na cały tydzień, oparty o kilka składników, które zostaną wykorzystane do końca. Wyzwanie pojawia się wtedy, gdy nieoczekiwanie kończy się tydzień, a w lodówce zostało jeszcze niewiele składników.
Wówczas można (a nawet trzeba!) potraktować komponowanie posiłków jako kulinarne wyzwanie i podejść do tematu kreatywnie. Cel? Zjeść to, co pozostało, wyrzucić jak najmniej.
Przykładowe menu? Warzywa nie pierwszej świeżości można przerobić na smakowite curry, leczo lub rozgrzewającą zupę-krem. Oczywiście nie wszystko da się uratować — to absolutnie w porządku. Ważne jednak, by wyrzucać jedzenie tam, gdzie może się jeszcze przydać do ponownego wykorzystania. To pozwoli na jego przetworzenie i ponowne wykorzystanie.
Resztki, które nie muszą być śmieciem
Większość z nas traktuje kuchenne resztki jak zwykłe śmieci. Tymczasem — dzięki prawidłowej segregacji — mogą one stać się cennym nawozem: kompostem, biogazem, a nawet energią odnawialną. Kluczowa jest jednak wiedza, co powinno lądować w brązowym pojemniku.
Do odpadów bio powinny trafiać materiały organiczne, które naturalnie rozkładają się pod działaniem mikroorganizmów, takich jak bakterie czy grzyby. Należą do nich obierki i resztki owoców, czerstwy chleb, skorupki jaj, fusy po kawie i herbacie oraz niedojedzone jedzenie. Można też wrzucać do nich przeterminowaną żywność, a nawet zepsute przetwory. Nie należy natomiast wrzucać odchodów zwierzęcych. Drugą, oddzielną frakcją odpadów organicznych są odpady zielone, czyli trawa, liście, drobne gałęzie, kora, kwiaty i trociny.
W niektórych gminach w Polsce odpady kuchenne i zielone trafiają do jednego pojemnika, jednak coraz więcej samorządów decyduje się na ich rozdzielenie — ponieważ to pozwala na ich efektywniejsze przetworzenie. Odpady zielone, takie jak trawa czy liście, mogą być bezpośrednio kompostowane. Natomiast odpady kuchenne, dzięki nowoczesnym technologiom, są przetwarzane w biogazowniach, gdzie produkują biometan i energię odnawialną, a także wysokiej jakości nawóz. Rozdzielna zbiórka to nie tylko lepsza jakość przetworzonych surowców, ale także większe korzyści dla środowiska i gospodarki.
Maksimum środowiskowego zysku
Wzorem do naśladowania w kwestii gospodarowania bioodpadami i ich maksymalnego wykorzystania jest Dania, której w przeciągu kilku lat udało się zbudować system pozwalający miastom na bardzo dokładne zagospodarowanie odpadów kuchennych oraz na wysoką efektywność w produkcji biometanu.
Podobne kroki, choć póki co na mniejszą skalę, możemy obserwować w Polsce. Od lipca 2023 roku w okolicach stołecznej Warszawy działa nowoczesna instalacja firmy Bioodpady.pl, która może przerabiać do 70 800 ton bioodpadów rocznie, a obecnie osiąga 80% poziom recyklingu.
W przeciwieństwie do wielu innych zakładów, instalacja nie opiera się na najprostszym rozdrabnianiu odpadów razem z opakowaniami plastikowymi, ale na skutecznym mokrym doczyszczaniu, które oddziela niepożądane elementy, takie jak piasek, szkło czy metal.
W efekcie powstaje biogaz — organiczny surowiec najwyższej jakości. W biogazowniach zamienia się w energię, a oczyszczalniach ścieków wspiera produkcję biogazu. To nowoczesny sposób na to, by kuchenne odpady realnie pracowały na korzyść środowiska. Co ważne, cały proces zamyka obieg materii organicznej, ponieważ pofermenty — produkt uboczny fermentacji biogazowej, bogaty w mikro- i makroelementy — trafiają na pola, gdzie wzbogacają glebę i wspierają wzrost roślin.
Dzięki pofermentowi bioodpady kuchenne nie kończą swojego życia jako śmieci, lecz przechodzą kolejną reinkarnację — wracają do ekosystemu w postaci „nowego” jedzenia. To jednak nie koniec ich plusów — wykorzystywanie ich realnie wspiera zrównoważone rolnictwo, ponieważ ograniczenie udziału nawozów sztucznych bezpośrednio przekłada się na mniejszą degradację gleby i mniejsze zanieczyszczenie wód. To istotne, szczególnie w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego Europy. Zanieczyszczenie gleby plastikiem negatywnie wpływa na jej kondycję i jakość plonów — gleba skażona plastikiem staje się mniej żyzna, gorzej zatrzymuje wodę i ogranicza rozwój mikroorganizmów, co odbija się na zdolności do wspierania zdrowego wzrostu roślin. Dlatego im więcej naturalnych nawozów organicznych, takich jak pofermenty, tym lepiej dla gleby, upraw i dla nas samych.
Wniosek jest więc prosty: maksymalnie ograniczajmy marnowanie żywności, kupując rozsądnie i wykorzystując jedzenie do końca, a jeśli już coś wyrzucamy — róbmy to do odpowiedniego pojemnika. Zamiast traktować bioodpady jako problem, możemy — wzorem Danii — maksymalnie wykorzystać ich potencjał i przekuć je w ekologiczny oraz ekonomiczny zysk. Same plusy, zero minusów.